Kurs PADI w Hurghadzie bez fabrycznej grupy
Kurs jest. Grupa zostaje mała. To nie fabryka, która w trzy dni otwiera wodę i zapomina twarz. Pracujesz z Redą, a klasą jest samo morze.
Jak czuje się mały kurs
- Przed wodą
- Mówimy skąd startujesz: nigdy nie nurkowałeś, kilka zanurzeń, albo karta śpi w szufladzie. Plan zaczyna się stąd, nie z plakatu.
- W wodzie
- Umiejętności w morzu, nie tylko w kaflowym basenie jak na siłowni. Teoria będzie. Światło Morza Czerwonego tego samego dnia też.
- Papier
- PADI, CMAS albo BSAC, co siądzie. Karta jest prawdziwa. Sens w tym, że po kursie umiesz nurkować, nie w tym że logo wpadło na tablicę.
- Potem
- Łódź i człowieka już znasz. Kolejne luźne nurkowanie to wiadomość, nie nowe szukanie.
Kto ma pisać
- Kto chce papier i cichego nauczyciela, nie klasę z dwunastu osób.
- Para, która chce domknąć kurs na jednej łodzi.
- Nurek, któremu karta jest stara i który chce wodę z powrotem bez wstydu.
Czego nie obiecujemy w ładnym zdaniu
- Ceny na głos zanim poznamy poziom. Od 320, dalej rozmowa.
- Kursu w weekend, jeśli morze albo wy potrzebujecie więcej dni.
- Fabrycznego grafiku, w którym jesteś slotem między dwiema obcymi grupami.
Napisz, co chcesz mieć w ręku na końcu: Open Water, stopień wyżej, albo po prostu znowu uczciwie stać w wodzie. Reda odpowie dniami i liczbą, nie folderem.
Inni pytają też
Czy mogę nurkować w Hurghadzie, jeśli nigdy tego nie robiłem?Tak. Karta w kieszeni nie jest potrzebna. Nie musisz pływać jak zawodowiec. Pierwszego dnia nie gonimy metrów. Uczymy oddychać pod wodą i stoimy obok.Dlaczego nie łódź z hotelu?Recepcja sprzedaje miejsce na pełnym kutrze. Taki dzień bywa w porządku. Jest też głośny, ustawiony pod zegar, a przewodnika dzielisz z tuzinem aparatów. Prywatny dzień jest cichszy. Plan zgina się pod ciebie.
